Wakacyjne wspomnienia z kempingu Solaris w Chorwacji

To miały być nasze pierwsze wspólne rodzinne wakacje. Pierwszy raz z dwójką brzdąców. Maks miał wtedy 3 latka, Mia niespełna roczek. Trochę się obawialiśmy jak uda nam się poskromić te żywe srebra, więc w ramach obstawy zabraliśmy też niezastąpioną babcię. Wybór padł na kemping Solaris w chorwackiej Dalmacji. Miałam okazję odwiedzić ten kemping już 2 lata wcześniej w ramach nagrań do programu „Klub Kemping”, więc wybór miejsca był dla mnie oczywisty.

Rodzice podróżujący z dziećmi wiedzą doskonale, że piętnastogodzinna podróż tzw. ciągiem jest co prawda możliwa, ale niezwykle męcząca, zarezerwowaliśmy więc nocleg na trasie w hotelu w Budapeszcie. Na szczęście pomyśleliśmy też o zabraniu ze sobą sprawdzonego prowiantu, bo zwłaszcza menu restauracji węgierskich nie schlebia plebejskim podniebieniom naszych pociech. Parówki drobiowe, jogurty i białe pieczywo, czyli super z(nie)bilansowany posiłek, który nasze dzieci pochłaniałyby najchętniej na śniadania, obiady i kolacje, okazał się zbawienny, kompaktowy i prosty w podaniu.

Na kemping Solaris dojechaliśmy późnym popołudniem. Na miejscu czekał już na nas domek z werandą, czyli to, na czym najbardziej nam zależało. Śniadania, obiady i kolacje na świeżym powietrzu smakują o niebo lepiej! Szybko rozpakowaliśmy bagaże i wybraliśmy się na rekonesans po kempingu. Długa promenada wzdłuż plaży doprowadziła nas do stoiska z lodami o milionie smaków. Nie mogliśmy odmówić ani sobie ani dzieciom nagrody za to jak dzielnie zniosły długą podróż.

Rankiem nie tracąc czasu szybko założyliśmy stroje (i pieluchy) kąpielowe i wybraliśmy się na basen przy plaży. Trochę obawiałam się tłoku, ale okazało się, że mimo, iż wakacje spędzaliśmy w sierpniu, czyli szczycie sezonu, dla wszystkich chętnych znalazło się miejsce. W samym basenie można było skorzystać z prysznica i spłukać słoną wodę po kąpieli, a przy basenie wybrać się na plac zabaw z huśtawkami i zjeżdżalnią. Drugi, większy plac zabaw znajdował się przy sklepie, co również było dobrze przemyślane, bo gdy jedno z nas robiło zakupy, drugiemu łatwiej było zapanować nad bąblami.

Dużą zaletą tego kempingu jest wspomniana już długa promenada wzdłuż brzegu. Spacerując mija się uprawiane na kempingu drzewa owocowe, kwiaty i zioła, które są następnie wykorzystywane w kuchni tutejszej restauracji stylizowanej na tradycyjną wioskę dalmacką. Dla nas była to prawdziwa magiczna kraina. Super atrakcjami okazały się koło młyńskie, rozrzucone po kątach siano i dynie czy możliwość zanurzenia rąk w wyrabianej na miejscu mące i pobawienia się w echo zaglądając w głąb studni.

Kolejnym stałym punktem na naszej trasie był statek piracki! Zamiast piratów obecnie oblegają go jednak dzieci. Wieczorami staje się on barem i dyskoteką, ale w dzień jest to prawdziwy plac zabaw.

Najwięcej wodnych atrakcji oferuje należący do kompleksu Solaris Aquapark. Co prawda wejście jest dodatkowo płatne (płaciliśmy 100 kun od osoby dorosłej, dzieci do lat 3 mają wstęp wolny), ale atrakcje są naprawdę na wysokim poziomie. Maks dość nieufnie podchodził do kąpieli, na szczęście na miejscu dostępny był mały kapok, który natychmiast nadał mu moc super pogromcy wód basenowych! Sam fakt istnienia aquaparku ukrywaliśmy przed dziećmi przez pierwszą część pobytu, w innym wypadku nasze portfele miałyby, nomen omen, przechlapane.

Z ciężkim sercem żegnaliśmy nasz domek na kempingu Solaris. W tym roku obieramy kierunek Toskania. Do zobaczenia na kempingach!

Pozdrawiam,

Agata

Mogą Cię również zainteresować